KTÓRYM TYPEM KLIENTKI JESTEŚ, CZYLI JAKIEGO RODZAJU POMOC STYLISTY JEST CI POTRZEBNA? - Osobista Stylistka Marta Gałka
W PUNKTACH

KTÓRYM TYPEM KLIENTKI JESTEŚ, CZYLI JAKIEGO RODZAJU POMOC STYLISTY JEST CI POTRZEBNA?

6 września 2019

Od razu przepraszam za tego “typa”, ale właśnie o typach osobowości modowych, czy bardziej stylowych będziemy dzisiaj rozmawiać 🙂 Na przestrzeni lat zauważyłam, że dzielimy się na kilka podstawowych grup i w zależności od przynależności do nich powinnyśmy dopasować pomoc w tworzeniu wizerunku. 

Oczywiście jeśli uważacie, że kogoś pominęłam albo same reprezentujecie dodatkową kategorię, to piszcie w komentarzach 😉  Zaczynamy:

1.NIE WIEM, NIE ZNAM SIĘ, ZAROBIONA JESTEM

Nie ma czasu, nie lubi mody, nie interesuje się nią. Chce wyglądać dobrze, zależy jej na tym, ale najchętniej podpaliłaby centra handlowe, a zakupy przez internet i tak kończą się buszowaniem w księgarni, drogerii albo na Fecobooku 😉

Ufa stylistce, zdaje się na nią niemal całkowicie. Potrzebuje prostych, gotowych rozwiązań, niewielkiej ilości rzeczy w szafie (capsule wardrobe) i pomocy w zakupach kiedy zmieniają się pory roku (4 razy w roku kilka godzin zakupów). Zestawy powinny być proste, ale dla “oszukania” widza koniecznie wzbogacone o ciekawą biżuterię i dodatki (wystarczą 3, 4 rzeczy noszone na zmianę). 

Tutaj i tutaj znajdziecie garść informacji o minimalistycznej szafie i capsule wardrobe

2. ZOSIA SAMOSIA 

Niespecjalnie “czuje” kolory, fasony i modę, ale kombinuje. Odważnie łączy odcienie, wzory i popełnia sporo błędów. Nie interesuje się zdaniem innych, jest odważna i przebojowa. Zawsze pierwsza, zawsze najgłośniejsza i tak zrobi swoje! Czyta, pyta, docieka, ale ostatecznie pada znamienne: “ale ja i tak wolę inaczej”. 

Takie osoby raczej nie trafiają na indywidualne konsultacje. Częściej zabierają głos w dyskusjach internetowych albo biorą udział w szkoleniach organizowanych przez zakłady pracy.  Widzę w nich potencjał, ale muszą się otworzyć na opinie innych i… wiedzę. Odwaga i nieszablonowość sprzyja naprawdę genialnym stylizacjom. Przymknęłabym tu oko na analizę kolorystyczną, bo do takiej osobowości pasują po prostu ostre barwy, mocne wzory i ekscentryczne fasony. 

3. ŚCISŁY UMYSŁ

Najchętniej zrobiłaby tabelkę w Excelu: co z czym łączyć, jak dopasować dodatki, co nosić w poniedziałki, co we wtorki… Boi się, że popełni błąd, moda to dla niej tak zwane „rocket sience”, czyli coś tak abstrakcyjnego, że koniecznie trzeba to “opakować” w  ramy, schematy, powtarzalność. Często dzwoni do stylistki, ale też mamy, koleżanki, chłopaka – żeby się upewnić czy wybrała odpowiedni odcień butów, czy spódnica leży idealnie…

Taka osoba potrzebuje porządnych analiz – kolorystycznej i sylwetki, przeglądu szafy i określenia w jakim kierunku (choć niewątpliwie mało skomplikowanym) powinien pójść jej styl. Kiedy otrzyma solidne podstawy, powinna mniej więcej dwa razy do roku umawiać się na przegląd szafy i zakupy. Warto zadbać o stały kontakt ze stylistą, czyli umówić się na przesyłanie zdjęć mms-em w razie wątpliwości albo krótkie rozmowy przez telefon przed większymi wyjściami, możliwe, że co miesiąc będzie potrzebne spotkanie “logistyczne”. Warto przeglądać blogi i gazety modowe, żeby się oswajać z tym co jest modne. Mocno wskazane jest znalezienie grup na przykład na Facebooku, w których dziewczyny pokazują sobie zdjęcia swoich stylizacji, dyskutują o nich, doradzają sobie nawzajem. 

4. MUSZĘ DOROSNĄĆ

Umawia się ze stylistką, bo chce coś zmienić. Pozornie jest otwarta, ma nawet jakieś idolki i inspiracje, ale już na pierwszym spotkaniu okazuje się, że wszystko podoba jej się w teorii, a po przymierzeniu już nic a nic… Niewiele kupuje, a po spotkaniu część ubrań oddaje, kilka zostawia, ale i tak nie nosi, wraca do stylu sprzed spotkania.

Potrzebna jej metoda małych kroków. Najpierw analiza kolorystyczna, za miesiąc sylwetka, powolne mieszanie zawartości szafy z nowościami. W jej przypadku zmiana to proces rozłożony na wiele miesięcy. W skrajnych przypadkach, kiedy poczucie własnej wartości i samoocena są bardzo niskie, postrzeganie własnego ciała i jego zalet zaburzone, warto umówić się na konsultacje z psychologiem i  powrót do stylisty dopiero za jakiś czas. Zazwyczaj pokazuję takim osobom jaki potencjał w nich drzemie, namawiam do wprowadzenia kolorów, spojrzenia na siebie łaskawie. Często kręcąc nosem odchodzą, ale wracają za pół roku, rok i zaczynamy działać. Często działają same mówiąc, że potrzebowały tylko “kopniaka”. Pamiętajcie – niekiedy warto dać sobie czas i nie oczekiwać natychmiastowych efektów, codziennie robić miniaturowy krok w przód zamiast milowego 😉 

5. JAKOŚ TO OGARNĘ

Takich pań jest zdecydowanie najwięcej. Potrzebują pomocy, przychodzą do stylistki. Robią analizy, przegląd szafy, zakupy (nie zawsze potrzebują całego kompletu). Często same mają listę rzeczy, które chcą kupić, ale zazwyczaj robimy ją wspólnie. Z kupionymi ubraniami wracają do domu i same miksują stare z nowymi, trochę dopytując po drodze czy wymyślone zestawy są ok. Na co dzień jest raz lepiej, raz gorzej, z przewagą lepiej 😉 

Tutaj wystarczy początek w postaci analiz i przeglądu szafy i zakupy co jakiś czas, w zależności od potrzeb. Po pewnym czasie takie panie same wypracowują swój styl, wiedzą co robić, zadaniem stylisty jest tylko lekki doping, dyskretna kontrola co jakiś czas i korygowanie błędów. To diament, który trzeba umiejętnie oszlifować 😉 

6. ZDOLNA BESTIA 

Lubi modę, czuje ją, potrzebuje tylko trochę wiedzy i porządnego kopniaka, upewnienia się, że idzie dobrą drogą. Dużo czyta, ogląda, ma zdecydowane ikony stylu i wie czego chce. Najczęściej takie dziewczyny już na pierwsze spotkanie przychodzą świetnie ubrane, czasem brakuje tylko odrobiny odwagi, dodatków czy zmiany fryzury. 

Może zrobić analizy, “zaliczyć” warsztaty sylwetkowe albo kolorystyczne, pójść po zakupy raz, drugi, a potem udźwignie to sama, wspomagając się blogami, gazetami itp. Może powinna zostać stylistką? 😉 

Może Cię również zainteresować

1 komentarz

  • Odpowiedz Mido 13 września 2019 at 14:41

    “Jakoś to ogarnę” – to zdecydowanie ja, haha! Problem w tym, że u mnie jest przewagą na gorzej 🙂

  • Skomentuj