ulubiency_miesiaca

ULUBIEŃCY KWIETNIA 2017

12 maja 2017

Długo biłam się z myślami czy rozpoczynać serię artykułów ULUBIEŃCY MIESIĄCA. Chciałabym, żeby mój blog udzielał Wam porad i odpowiedzi na modowe dylematy. Chcę być bezstronna i nie oceniać, tylko delikatnie naprowadzać na odpowiednie „stylowe tory” 😉 Ale… No właśnie, jest małe „ale” 😉 W każdym miesiącu odkrywam przynajmniej kilka ciekawych książek, stron internetowych, kosmetyków czy firm odzieżowych. Często myślę: „To jest świetne! Fajnie byłoby podać dalej!”. Postanowiłam więc spróbować. Zobaczymy jak będzie 😉 Dajcie znać czy taka seria ma sens, czy wnosi coś pozytywnego do Waszego życia, czy prezentowane przeze mnie „perełki” są dla Was równie ciekawe jak dla mnie. 

MODA

Na pierwszy rzut oczywiście moda, a bardziej styl, bo on jest tym zagadnieniem, które interesuje mnie bardziej od nowinek z wybiegów. Trzy magiczne litery: COS. Lubię tę markę za całokształt: piękne ubrania, dobrą jakość, kolory, wnętrza sklepów, konto na Instagramie. Najwięcej dla siebie znajdą tu panie o sylwetkach O, bo COS specjalizuje się w oversizowych górach, ale mają też piękne, podkreślające talię sukienki takie jak TA. Jeśli szukacie niedrogich (od 50 do 100 zł) t-shirtów, które przetrwają niejedno pranie bez wędrujących szwów i spranych barw – to trafiłyście pod dobry adres. Jeśli chcecie zgromadzić porządne bazy ubraniowe, które „podkręcicie” ciekawymi butami, torebkami i biżuterią – jesteście w domu 😉 A jak wybierzecie się do sklepu, to jest duża szansa, że spotkacie tam mnie 😉 

Wskazówka: jeśli nie jesteście minimalistkami, nie zrażajcie się prostymi formami, które COS przedstawia w swoich kampaniach. Pamiętajcie, że koszule można wkładać w spodnie i nosić z „bogatymi” dodatkami (na przykład spodniami z haftem albo kolią na szyi). 

Druga rzecz o której chcę Wam powiedzieć to koszyki. Każdego roku, już w kwietniu wyjmuję z szafy wilklinowy koszyk (właściwie to nie chowam go zbyt głęboko i nawet zimą zdarza mi się chodzić z nim po zakupy na osiedlowy targ). Całe lato ten dodatek jest moim najlepszym przyjacielem 😉 Noszę go zamiast torebki, zabieram na wakacje, pakuję na weekendowe wypady. Od kilku lat mam jeden duży (dokładnie taki jak na kolażu, kupiony TUTAJ), jeden mały. Obecnie wszystkie najmodniejsze kobiety świata noszą tzw „Birkin basket”, czyli model, który nosiła w latach 80 legendarna Jane Birkin (to ten z okrągłym dnem na kolażu niżej). Możecie go kupić TUTAJ słono za niego płacąc albo poszukać czegoś podobnego, ale jakieś siedem razy tańszego, na przykład TUTAJ 😉 

URODA 

Wiosna to oprócz koszyka, oliwka NUXE (możecie ją kupić TUTAJ). Przede wszystkim ze względu na zapach, bez którego nie wyobrażam sobie powitania ciepłych dni, ale również skuteczność. Jest to tzw „suchy olejek”, co oznacza, że szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstewki, której nieznoszę! Szczególnie jeśli po jakimś czasie zaczyna śmierdzieć jak trzydniowe placki ziemniaczane – fuj! Staram się dążyć do tego, żeby mieć jak najmniej kosmetyków a te które mam, chcę, żeby były jak najbardziej ekologiczne. Nuxe w 97, 8% składa się z naturalnych olejków a stosuję go na końcówki włosów (nie są po nim tłuste), całe ciało zamiast balsamu i czasem na twarz (idealny pod oczy) więc jest wielofunkcyjny. W każdej roli sprawdza się świetnie (cerę mam suchą). Ideał 🙂 

__________________________________________________

Drugi kosmetyk a właściwie kosmetyki, bo używam ich w duecie, to szampon i odżywka Dessert Essence (do kupienia TUTAJ). Długo szukałam szamponu bez chemii po którym włosy nie będą „tępe” i przesuszone. I znalazłam! Już podczas mycia mam wrażenie, że otacza je przyjemna, ochronna warstewka a po nałożeniu odżywki uzyskuję efekt zdrowej, błyszczącej i nieobciążonej fryzury. Super! 

KULTURA

Zostając w temacie mody, polecam Wam dwie świetne książki. Obie biograficzne, chociaż nie są to typowe biografie. Pierwsza, „Vogue. Za kulisami świata mody” Kristie Clements, w której autorka, była redaktor naczelna Vogue Australia opisuje kulisy tworzenia gazety. Zaczyna od lat 80, kiedy nie było jeszcze internetu, maili, telefonów komórkowych… Gazety modowe tworzyło się z prawdziwą pasją. Redaktorzy musieli posiadać ogromną wiedzę i merytorycznie przygotować się do każdego artykułu, być nie do zgięcia, dać z siebie coś więcej niż: „ta bluzka jest fajna i modna, kupcie ją” 😉 Przez kilkadziesiąt kolejnych stron towarzyszymy Kristie w jej karierze, obserwujemy jak wspina się co raz wyżej aż w końcu zostaje zwolniona w klasycznie korporacyjnym stylu. Nie chcę za dużo zdradzać, żeby nie psuć Wam zabawy, na zachętę dwa cytaty, które dają do myślenia:

Smutno mi, kiedy słyszę dziś, jak młode dziewczyny – zwłaszcza nastolatki mówią: „Uwielbiam Givenchy i Balenciagę”, a wiadomo, że raczej nie przeczytały żadnej książki o projektantach, którzy zapoczątkowali te domy mody

Wszystkie redaktorki w „Vogue’u” rozumiały, że styl nie oznacza niewolniczego przywiązania do marek. Kiedy pracujesz w branży mody, logiczne, że będziesz podążać za trendami, ale może się to okazać ślepą uliczką, jeśli dany trend nie pasuje do Twojej osobowości

__________________________________________________

 Druga książka to „Prada. Obyczajowy fenomen” Giana Luigi Paracchini. Dowiecie się z niej jak powstała marka, jaki wpływ ma na nią mąż Miucci, Patrizzio Bertelli (lubiący wydzierać się na pracowników choleryk, ale przy okazji „dobry chłop” 😉 ), po co Miuccia ma w biurze gigantyczną rurę – zjeżdżalnię (na zdjęciu niżej) a także dlaczego Prada jest spod znaku bliźniąt. Książka jest naszpikowana ciekawymi anegdotkami, które warto poznać zanim kupicie pierwszą torebkę za kilkanaście tysięcy (albo zaczniecie o niej marzyć). 

_________________________________________________

Nieco mniej modowo, ale filmowo 🙂 Dwie produkcje, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Pierwsza to serial „Wielkie kłamstewka”(ZWIASTUN). Wiem, czysta komercja, ale taką komercję lubię. Wspaniałe role Reese Witherspoon i Nicole Kidman, piękne krajobrazy i cudowna muzyka (piosenka z czołówki do dzisiaj nie chce się ode mnie odczepić 😉 ). Historia jest taka: mamy małe, nadmorskie miasteczko w Kaliforni, wiemy że ktoś kogoś zabił, ale nie wiemy kto, kogo i dlaczego. Każdy może być potencjalnie trupem albo mordercą 😉 Oczywiście wszyscy mają swoje sekrety i ciemne strony, ale mimo wszystko zaczynamy się do bohaterów przyzwyczajać a niektórych nawet lubić. Stajemy się częścią tej społeczności i chwilami przemyka nam przez myśl, że miło byłoby mieć taki dom z widokiem na morze… 😉 Jeśli jeszcze nie widziałyście – koniecznie jak najszybciej nadrabiajcie! 

__________________________________________________

Drugi film jest już mniej komercyjny, jego akcja rozgrywa się w jednym pokoju, podczas jednej kolacji. Jeśli dodamy do tego, że wyprodukowali go Włosi, możemy nabrać obaw, że zanudzimy się na śmierć. Nic podobnego! Może pierwsze 15 minut lekko się wlecze, ale później tak się rozkręca, że do samego końca siedzimy z otwartą buzią 😉 Wszystko zaczyna się od tego, że grupa przyjaciół, trzy małżeństwa i jeden singiel spotykają się na kolacji. Mają miło spędzić czas, zjeść coś pysznego i celebrować życie – jak to Włosi. Wszystko przebiega normalnie, do momentu, w którym gospodyni, Eva (w tej roli świetna Kasia Smutniak) proponuje grę polegającą na tym, żeby wszyscy położyli telefony na stole, kiedy ktoś do nich zadzwoni rozmawiali na „głośnomówiącym” a sms-y czytali publicznie. Okazuje się, że to początek końca… Ich przyjaźń zostaje wystawiona na wielką próbę… Mówię o filmie „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”(ZWIASTUN), jeśli macie wolny wieczór – obejrzyjcie! 

__________________________________________________

I jeszcze darmowa aplikacja Daily Art, która podobno jest stara jak świat, ale ja dopiero ją odkryłam. Ściągamy sobie taką na telefon (TUTAJ) a ona każdego dnia przesyłam nam zdjęcie jednego znanego obrazu z dokładnym opisem: kto go namalował, czym i na czym, w jakich okolicznościach powstał, jaka jest jego historia, w którym muzeum się znajduje. Super pomysł na małą dawkę kultury 😉 

INNE 

Na koniec jeszcze ładne konta na Instagramie. Pierwsze Haley Boyd, pani która jest dyrektor kreatywną marki Marais. Nie tyle zdjęcia mnie tam urzekają, co jej styl – prosty, codzienny, z lekką nutką retro. Drugie Comme un Parisienne zawierające kopalnię inspiracji dla wielbicielek nonszalanckiej elegancji w stylu french chic 😉 

__________________________________________________

Jeśli macie ochotę pooglądać poradnikowe filmy na You Tube, to polecam Darię Andronescu. To rosyjska stylistka mieszkająca w Niemczech, naprawdę świetnie opowiadająca o bazach ubraniowych i szafie w kapsułce. Po angielsku, ale łatwo zrozumieć a jeśli nawet nie zrozumiecie to warto popatrzeć na zdjęcia i wprowadzić podobne zestawy do swojej szafy. To jeden z jej filmów:

__________________________________________________

 Chcecie jeszcze poznać przepis na najszybszy i najzdrowszy na świecie mus czekoladowy? Wegański i tak pyszny, że nawet dzieci nie potrafią się zorientować, że powstał z roślin 😉 Bierzemy blender, taki z miską, wrzucamy miąższ z jednego awokado (najlepsze są hass, dostępne nawet w Lidlu i Biedronce), kakao (tyle ile chcemy, ja lubię mocno czekoladowy smak więc daję 3 a nawet 4 łyżki), daktyle (kilka sztuk, w zależności od tego jak słodki ma być mus), najlepsze będą te niesuszone, bo zmielą się na gładką masę, ja kupuję TAKIE w Carrefour. Wszystko polewamy mniej więcej 1/2 szklanki mleka kokosowego (może być też mleczko z puszki, ale wtedy dodajemy odrobinę wody). Miksujemy i już 😉 Niebo w gębie, przyrzekam! Ilości poszczególnych składników dopasujcie do swoich upodobań. Ja miksuję i próbuję. Jak czegoś brakuje (na przykład jest za mało słodkie) to dodaję jeszcze daktyle. Można podawać z truskawkami albo jagodami, ale nie trzeba 😉 Tutaj znajdziecie dokładniejszy przepis i wersję bananową, na wypadek gdyby mój okazał się za mało profesjonalny 😉 

2 komentarze

  • Odpowiedz Małgorzata Krzywańska 12 maja 2017 at 23:00

    Świetny pomysł!!! Super inspiracja i wiele ciekawostek. Będę wracać do Ulubieńców kwietnia, czekam na następnych😊😊

  • Skomentuj